Przygoda z Fishermann

WĘDKARSTWO....

Dla niektórych nic nadzwyczajnego, ot niby rzucanie spiningiem lub siedzienie i wpatrywanie się w spławik, NUUUDA

Lecz dla mnie to sposób na oderwanie się od codzienności. Nic nie relaksuje mnie bardziej i nie sprawia mi więszej radości, dlatego starałem, staram i będę się starał wędkować tak często jak tylko  mam i będę miał możliwość.

Wyjeżdżając z Polski wiedziałem że wędkarstwa nie zostawie w szafie, przyjechało tu ze mną. Szkoda tylko że tych ludzi z taką samą pasją, zacięciem i znajomością od pierwszej leszczyny trzeba było zostawić .

Nowe miejsce, nowe życie, nowe wody. Zwłaszcza to ostatnie napawało mnie ekscytacją. Doświadczenie, którego nabrałem w rodzinnym kraju pozwalało mi myśleć, że Szkocja nie może być aż tak odmienna. Zwłaszcza gdzie część gatunków ryb się nie zmienia to wciąż leszcz lin płoć okoń etc, i nowe z którymi nie miałem jeszcze kontaktu i wszystko razem wzięte dawało mi niezłego kopa. Lecz rzeczywistość była inna i nie raz miejscówki lub przynęty które użyłbym na moich jeziorach nie działały. I tu się zaczęło wszystko od nowa. Zajeło to troche czasu i po kilkunastu latach mieszkania za granicą moge powiedzieć że wracam z ryb do domu zadowolony .

Jednak to wszystko czego się dowiedziałem o wodzie i technikach to moje indywidualne doświadczenie .

Zawsze brakowało kogoś z kim można by się podzielić i wymienić tym co się odkryło . Niestety nie wszyscy nowi znajomi byli tak zafascynowani wędkarstwem a jeśli byli, to tylko na etapie “wygodne krzesło i browarek” i nie myśle że to coś złego ale ja chciałem coś więcej.

Postanowiłem więc rozejrzeć się nad jakimś klubem gdzie może będzie ktoś tak stuknięty jak ja.

Wpisując w google polski klub, bo tylko taki mnie interesował, wyskoczyły dwa ,PAA i Fishermann. Ten pierwszy- setki kilometrów od mojego miejsca zamieszkania. Więc został Fishermann Angling Club i po skontaktowaniu się z Prezesem, jade na pierwsze zawody.

I TU SIĘ TAK NAPRWADE ZACZĘŁO PRAWDZIWE WĘDKARSTWO .

Pierwsze zawody były w marcu na spinning. Ogólnie nie bardzo preferowałem spinning nigdy nie byłem w nim najlepszy, mimo wszystko zjawiłem się na zawodach. Pierwsze myśli jakie miałem po zobaczeniu pogody na dzień zawodów “ to są chyba jakieś świry żeby w taką pogode wędkować więc chyba dobrze trafiłem”.

I miałem racje! To są świry, takie jak ja i świetni spiningiści, spławikowcy i grunciarze.

A co najważniejsze wędkarze otwarci i chętni do pomocy i podzielenia się doświadczeniami.

Niektórzy z nich wprowadzili mnie w tajniki spinnigu i koniec, zakochałem się w nim. Siedze po uszy

i dziękuje im za to. Nasze wspólne wypady nierzadko kilkudniowe, to przygoda nie do zapomnienia, sami sobie wyobraźcie- nad wodą od świtu do nocy... heh już się nie moge doczekać nastepnych.  

Ogólnie rzecz biorąc mam wrażenie jakbym zrobił nie krok , lecz skok do przodu jeśli chodzi o technike i system w łowieniu ryb. Jednak doświadczenie wielu wędkarzy, którzy się nim dzielą jest nie do zdobycia indywidualnie, a najlepsze jest to, że moja przygoda tak naprawde dopiero się zaczyna .Troche żałuje że nie zaczołem rozgladać się za klubem pare lat wcześniej. Na koniec wrzucam kilka zdjęć z wypraw z chłopakami .

 

SERDECZNIE WSZYSTKICH POZDRAWIAM

 

Artur Kardasz